Świetna kolorystyka XII, która kojarzona jest z drużynowymi kolorami Charlotte Bobcats Michael’a Jordan’a. Uwielbiany przez wszystkich szary odcień ‘Cool Grey’ w połączeniu z „Team Orange” sprawia, że to bez wątpienia najlepiej wyglądające wydanie XII. Obuwie pojawi się u wybranych dystrybutorów Jordan Brand 19 maja.
Większość producentów sportowej, w tym szczególnie koszykarskiej odzieży stosuje wiele technologii, które mają za zadanie zapewnienie między innymi komfortu i bezpieczeństwa podczas gry w koszykówkę. Różnorodność systemów amortyzujących, wzmacniających konstrukcję czy zwiększających przewiewność pozwala na stworzenie produktu idealnie spełniającego konkretne wymagania. Jeśli nie jesteś pewien jaka kombinacja użytych technologii pasuje do Twojej gry najlepiej, oraz jeśli chcesz pogłębić swoją wiedzę na ich temat, to zapraszam do przeczytania poniższego tekstu, który na pewno pomoże w przyszłym wyborze.
Hyperfuse jest połączeniem trzech materiałów, które jest uzyskiwane w procesie zgrzewania na gorąco. Kombinacja syntetycznego tworzywa, przewiewnej siateczki oraz termoplastycznego poliuretanu sprawia, że obuwie jest wytrzymałe oraz lekkie, a stopa użytkownika swobodnie „oddycha”. Polecane graczom, którzy cenią sobie lekkość oraz przewiewność. Stosowana w obuwiu. Model promujący tę technologię nosi jej nazwę, a co rok pojawia się jego odświeżona wersja.
Flywire to technologia opierająca się na nylonowych włóknach, które umieszczone są w kluczowych miejscach tak, aby wzmocnić konstrukcję obuwia. Dzięki Flywire obuwie jest lżejsze, a strategiczne umiejscowienie włókien zapobiega nadmiernym ruchom stopy w środku buta oraz zapewnia dodatkową stabilność. Najlepsze dla graczy, którzy cenią sobie lekkość, wytrzymałość i bezpieczeństwo. Najbardziej znany model obuwia, w którym zastosowano Flywire to Nike Hyperdunk. Podobnie jak Hyperfuse, nowa wersja obuwia pojawia się co rok. Widoczne na zdjęciu „linki” to najnowsze rozwiązanie Flywire, zastosowane w obuwiu Hyperdunk 2012, które jeszcze nie trafiło do sklepów.
Air Max to system amortyzacji, którego zadaniem jest zapewnienie maksymalnej ochrony mięśniom i stawom. Jest to wypełniona sprężonym powietrzem duża poduszka. Może być umiejscowiona zarówno w pięcie jak i w przedniej części obuwia. Dzięki jednostce Air Max każdy gwałtowny kontakt z podłożem jest natychmiast absorbowany, co gwarantuje bezpieczeństwo jak i wygodę. Poduszka jest również bardzo wytrzymała dzięki właściwościom powietrza, które przeciwnie do amortyzujących pianek nigdy się nie odkształca. System ten znajdziemy między innymi w obuwiu sygnowanym przez LeBron’a James’a – LeBron 9, bardzo łatwo go zobaczyć, w większości produktów jest widoczny.
Zoom Air to nisko profilowy system amortyzacji. Jest umieszczony bliżej podłoża niż inne systemy Air, co pozwala na świetne wyczucie podłoża. Poduszka Zoom Air zachowuje się jak sprężyna. Nagłe uderzenie jest natychmiastowo absorbowane, jednak w przeciwieństwie do Air Max, jednostka Zoom nie wytraca energii z nacisku, a kieruje ją tak, aby umożliwić natychmiastową reakcję, jednocześnie nie zmniejszając bezpieczeństwa stopy. System Zoom zastosowano między innymi w butach Kobe VII czy KD IV. W najnowszej wersji butów Bryant’a wprowadzono innowacyjne rozwiązanie : wymienne wkładki. W jednej z nich umieszczono dwie poduszki Zoom. Pod piętą i śródstopiem.
Lunarlon to charakteryzująca się sprężystością i lekkością pianka amortyzująca. Jej główną zaletą jest to, że siła nacisku po każdym kroku jest równomiernie rozłożona na jej powierzchni, dzięki czemu stopa nie jest narażona na miejscowe przeciążenia. Dzięki swojej sprężystości pianka Lunarlon pozwala na natychmiastową reakcję tuż po amortyzacji uderzenia. System ten zapewnia bezpieczeństwo, stabilność oraz wygodę użytkowania.
Widoczna na zdjęciu pianka będzie systemem amortyzacyjnym nowych Hyperdunk’ów.
Do wcześniej zaprezentowanych Melo M8 i CP3.V z „playoff’owej” paczki, w maju dołączą trzy pary kicksów sygnowanych przez wielką gwiazdę Miami Heat. STEALTH/WHITE-COOL GREY – 16 maja
Kolejne wydanie KD IV w kolorystyce Pinkfire II/Black-Metallic Silver. Sneakersy są wyrazem pamięci i honoru dla cioci Durant’a, która przegrała walkę z rakiem. Na pasku napis „In memory of Aunt Pearl, who inspired us all to continue the fight for a cure”. Obuwie trafi do wybranych sklepów 12 maja.
12 maja to dzień, w którym „czwórki” Black/Safety Orange-Game Royal trafią do wybranych sklepów. Kicksy te przez wiele osób nazywane są „Knicks” z powodu podobnej kolorystyki. Obuwie jednak nosi nazwę „Cavs”, która została zainspirowana sławnym „The Shot” – trafionym rzutem przez Michael’a Jordan’a tuż przed końcową syreną w piątym spotkaniu przeciwko Cavaliers w finale konferencji wschodniej w 1989 roku.
Wreszcie, po 4 miesiącach od wydania piątej edycji kicksów sygnowanych przez Chris’a Paul’a, jego fani doczekali się dwóch butów w kolorach Los Angeles Clippers – „Home” i „Away” pod nazwami White/Sport Red-Treasure Blue oraz Sport Red/White-Treasure Blue. Paul oczywiście już dawno przetestował nowy schemat kolorystyczny.
Dwa schematy kolorystyczne Melo M8 pod nazwami Anthracite/White-Varsity Royal i Anthracite/Team-Orange trafią do wybranych sklepów 9 maja. Mimo, że playoff’owe występy Anthony’ego najprawdopodobniej skończą się dziś wieczorem, to jego fani będą mieli możliwość zaopatrzenia się w obuwie, w którym gwiazda Knicks grała na parkietach.
Wydane dziś LeBron 9 z edycji „Floridian”. Zdecydowanie ciekawy schemat kolorystyczny. Połączenie koloru pomarańczowego i „wiśniowego” sprawia, że obuwie wydaje się być „żywe”. Oprócz oczywistej różnicy w wysokości cholewki w stosunku do zwykłych 9, w „low’ach” zastosowano jednostkę Air Max na całej długości podeszwy. Bez wątpienia obuwie sprawdzi się na parkiecie i nie tylko.
Od 2001 roku aż do dziś naszym oczom nie ukazały się prawdziwe AJ XI low. Przez ostatnie 11 lat pojawiały się wersje I.E, które jednak miały nie wiele wspólnego z oryginalnymi XI, bowiem w większości przypadków design górnej części obuwia był zmieniony. Tym razem jednak Jordan Brand daje nam możliwość zakupu prawdziwych XI ściętych pod kostkę, w kolorystyce White/Black-Varsity Red. To wydanie charakteryzuje się wykonaniem z białej, połyskującej skóry, czarnym wnętrzem oraz biało-czerwoną podeszwą. Kicksy na pewno będą dostępne na eastbay.com, w cenie ok 135$.
San Antonio Spurs vs Los Angeles Lakers w finale zachodniej konferencji to jeden z kilku najbardziej pożądanych scenariuszy tego roku. Jak wiemy, obie drużyny nie przepadają za sobą, a ich mecze są pełne współzawodnictwa. Skoro spotkanie tych ekip jest jak najbardziej możliwe w trzeciej rundzie, to postanowiłem nieco przybliżyć skąd, oraz jak powstała rywalizacja Spurs i Lakers.
Jako członkowie konferencji zachodniej, drużyny Spurs i Lakers mierzyły się w finałach dopiero od 1982 roku. Mimo pięciu spotkań w drodze po finał od 82 do 95 roku, współzawodnictwo między dwoma ekipami nie było uważane za oficjalne z prostego powodu – Lakers w czterech z pięciu serii zdominowali drużynę z San Antonio. Sytuacja uległa zmianie, gdy w 1997 roku do Spurs przybył Tim Duncan, który z David’em Robinson’em stworzyli sławny duet „Twin Towers”. Zespół ze Staples Center również się wzmacniał. W 1996 roku do Los Angeles zawitali O’Neal oraz Bryant.
Kolejne spotkanie drużyn miało miejsce w 1999 roku i zakończyło się popularnym sweep’em (4-0), po którym Lakers odpadli z finałów, zaś Spurs sięgnęli po tytuł mistrza, pokonując Knicks (4-1). Następny sezon rozpoczął się świetnie dla drużyny z Los Angeles – pozyskali genialnego trenera Phil’a Jackson’a, który wcześniej razem z Chicago Bulls sześciokrotnie wygrał mistrzostwo NBA. Rok później, w sezonie 2000-2001 drużyny spotkały się ponownie. Pragnący zemsty gracze Los Angeles zdominowali ekipę Spurs. Seria zakończyła się wynikiem 4-0, a same playoff’y zwycięstwem Lakers nad 76ers. Obie drużyny zagrały ponownie rok później, tym razem w półfinale konferencji. Drużyna z San Antonio po raz kolejny odniosła porażkę, tym razem w pięciu meczach (4-1). Zupełnie jak rok wcześniej, Lakers znów sięgnęli po tytuł, tym razem pokonując Nets (4-0). Szansa na rewanż pojawiła się w roku 2003 podczas półfinałów konferencji. Panowanie Lakers zakończyło się po sześciu meczach, z których cztery zakończyły się wygraną Spurs (4-2). Zwycięstwo nad „Jeziorowcami” poprowadziło graczy z San Antonio aż do finału NBA, gdzie pokonali Nets (4-2).
Jednak to półfinały konferencji zachodniej z 2004 roku najbardziej zapadły w pamięci kibiców Lakers i Spurs. Z 5.4 sekund do końca, Lakers prowadzili jednym punktem. Piłkę z boku otrzymał Duncan i magicznym rzutem, praktycznie w biegu dał swojej drużynie prowadzenie. Z 0.4 sekundy do końcowej syreny, swojemu obrońcy urwał się Derek Fisher. Tuż po otrzymaniu podania od Payton’a, D-Fish rzucił w stronę kosza. Piłka wpadła, a powtórka ukazała, że rzut został oddany tuż przed syreną kończącą spotkanie, co oznaczało zwycięstwo drużyny z LA i końcowy wynik serii 4-2.
Lakers ponownie dotarli do finału, jednak tym razem zostali pokonani przez Detroit Pistons. Przez następne cztery lata obie drużyny nie spotykały się w drodze po mistrzostwo. W finałach 2005 zabrakło ekipy z Los Angeles, a w latach 2006 i 2007 przygody z mistrzostwem NBA kończyły się w pierwszych rundach. Spurs zaś w 2007 roku sięgnęli po kolejny, czwarty tytuł mistrza. Podczas finałów konferencji z 2008 roku odbyły się ostatnie potyczki obu zespołów. Zakończyły się wynikiem 4-1 dla Lakers, którzy w finale NBA ulegli Celtics.
Podsumowując, potyczek w drodze po mistrzostwo między dwiema drużynami było w sumie 11, z których aż 8 zakończyło się zwycięstwem Lakers, a całkowity bilans meczowy to 34-18. Wszystko wskazuje na to, że w finale konferencji rywalizacja zostanie odnowiona, jeśli tylko Lakers poradzą sobie z OKC. Fani San Antonio niewątpliwie liczą na rewanż za ostatnie lata, a kibice Los Angeles marzą o trzecim z rzędu zwycięstwie nad Spurs.
Jeśli myślicie, że Hyperdunk 2011 były bardzo zaawansowane technicznie, to przeczytajcie poniższy artykuł, który dotyczy kolejnej edycji tego obuwia – Hyperdunk 2012.
Świetny design tegorocznego wydania Hyperdunk przypomina ostatnią edycję, jednak widać kilka zmian. Po pierwsze w oczy rzuca się najnowsza wersja technologii Flywire. Tym razem zastosowano ją na zewnętrznej stronie buta. Widoczne „linki” mają za zadanie zapewniać stabilność tam, gdzie jest ona potrzebna. Linki te są bardzo rozciągliwe, dzięki czemu dostosowują się do ruchów stopy, zapewniając jej bezpieczeństwo oraz stabilność.
Zastosowano przewiewne siateczki na języku oraz po obu stronach buta dla większej wentylacji oraz redukcji wagi. Kompozytowe elementy w cholewce oraz w podeszwie usztywniają konstrukcję oraz sprawiają, że obuwie zachowuje się „naturalnie” względem stopy.
Za amortyzację odpowiedzialny jest system Lunarlite. Składa się on z pianki Lunarlon, której użyto w kluczowych miejscach. Dzięki jej zastosowaniu, nacisk po każdym kroku rozkładany jest równomiernie na całej jej powierzchni, co zapewnia komfort i bezpieczeństwo przed urazami. Podeszwa Hyperdunk 2012 wykonana jest z solidnej gumy, która zapewnia wytrzymałość oraz trakcję na każdej powierzchni. Zróżnicowany wzór podeszwy umożliwia natychmiastowe zmiany kierunku biegu.
Podsumowując.. Genialny design i kolejne innowacje od inżynierów oraz projektantów Nike składają się na nowe Hyperdunk’i. Czy będą takie Hyper? Chyba trzeba poczekać, aż Griffin je założy, jednak zapowiada się świetnie.. Czy ta kolorystyka nie jest genialna? a są jeszcze lepsze. Stay tuned.
Pamiętacie, jak Metta World Peace zlał Harden’a łokciem? Znamy już decyzję, MWP został zawieszony na 7 spotkań. Szkoda takim głupim zachowaniem osłabiać swoją drużynę.. Ostatnia noc w NBA była końcem sezonu dla Marcina Gortata i od tego zaczynamy skrót pięciu spotkań tamtejszej nocy.
Jak już się pewnie domyślacie, Suns przegrali z Jazz. Gortat został zdominowany przez podkoszowy duet, a właściwie trio – Millsap, Jefferson oraz Favours, którzy razem zebrali 41 piłek i zdobyli 57 punktów. Sam Favours zdobył 5 bloków. Wszystkie rzuty, które udało mu się zablokować były w wykonaniu Gortata. Obrona, obrona i jeszcze raz obrona. Takie chyba było motto ekipy z Utah, bo nawet przy słabej ofensywie 12/13 z gry w drugiej kwarcie, byli w stanie utrzymać prowadzenie. Jazz wygrało spotkanie wynikiem 100:88, tym samym zagwarantowali sobie wejście do fazy playoff.
Hornets vs Warriors. Wyrównany mecz, żadna z drużyn nie zdobyła aż takiej przewagi punktowej aby można było wyłonić zwycięzcę przed końcem spotkania. Obie drużyny osłabione kontuzjami oraz wymianami przed rozpoczęciem sezonu oraz w marcu. Mimo wszystko, gracze z ławki zastępujący kontuzjowanych kolegów z pierwszych piątek poradzili sobie nie najgorzej. Najlepiej z Hornets zagrał Bellineli – 23 pkt, 4 zbiórki oraz 4 asysty. Z Warriors najlepszy występ zaliczył Thompson – 16 pkt. Do ostatnich sekund spotkania nie było wiadomo kto zwycięży, M.Bellineli na 0.7 s. zdobył punkty z dwutaktu(nie udany blok Wright’a został zaliczony jako goaltending). Warriors nie zdążyli odrobić straty, wynik spotkania 83:81 dla Hornets.
Kings vs Thunder to jedno z dwóch najciekawszych spotkań poprzedniej nocy. Trzech zawodników z Sacramento może pochwalić się zdobyciem 20+ punktów. Najlepiej z nich zagrał Cousins – 32 pkt 7 zbiórek. Rozgrywający Thomas rozdał 9 asyst, które prowadziły do łatwych punktów. Mecz w wykonaniu Kings był świetny. Prowadzili aż do czwartej kwarty kiedy.. rezerwowi z Oklahomy zdobyli w ostatniej części spotkania 36 pkt! Durant grał 32 min i w tym czasie zdobył 32 pkt, co pozwoliło na zdobycie przewagi nad drugim w tabeli największej średniej liczby punktów na mecz Bryant’em. D.Cook z ławki dorzucił 19 pkt w tym trójkę pod koniec meczu, która dobiła Sacramento. Wynik 110:118 dla OKC.
Przejdźmy do najnudniejszego meczu ostatniej kolejki, mianowicie Heat vs Celtics. Nie ma za bardzo o czym pisać.. Trenerzy posadzili swoich najlepszych zawodników na ławkach, oprócz Pierce’a w Celtics. Dzięki temu mieliśmy monotonne spotkanie z końcowym wynikiem, który w większości spotkań NBA uzyskiwany jest po trzeciej kwarcie. Najlepszy występ z Celtics zaliczył Pavlovic – 16 pkt. Wynik meczu 78:66. Zwycięstwo ekipy z Bostonu nad Miami było ostatnim spotkaniem w tym sezonie, bilans 3:1 dla Celtics.
Ostatnim, najciekawszym według mnie spotkaniem poprzedniej nocy było Clippers vs Hawks. Było efektywnie, efektownie i energicznie. Pomimo 30+ pkt występów w wykonaniu CP3 oraz Griffin’a, reszta drużyny miała problem ze zdobywaniem punktów. Foye oraz Martin zakończyli spotkanie z 0% skutecznością. Gracze z ATL zaś dzielili się punktami. Johnson – 28 pkt, 7 zbiórek, Smith – 18 pkt, 10 zbiórek oraz Teague – 21 pkt. Przy wyniku 100:96 Teague zpudłował z pod kosza, piłka nie dotkneła nawet obręczy, więc nie było nowych 24 sekund po zbiórce dla ATL. Niczego nie świadomy Johnson pobiegł z piłką daleko zza linię 3 punktów aby od nowa zainicjować ofensywę. Nie zdawał sobie sprawy, że pozostało kilka sekund z regulaminowych 24, dopóki T-Mac nie krzyknął aby rzucił piłkę. Johnson oddał rzut, piłka odbiła się od deski i wpadła do kosza. To dobiło Clippers, którzy nie zdołali dogonić już Hawks. Ostateczny wynik 109:102.
Poprzednia noc w NBA nie obfitowała w widowiskowe spotkania, jednak była decydująca dla zespołu z Philly.
76ers spotkali się z Nets, które grało ostatni mecz na tym parkiecie. Dominacja ekipy z Philly w pierwszej i czwartej kwarcie zagwarantowała im zwycięstwo, dzięki któremu mają zapewnione miejsce w playoff. Druga oraz trzecia kwarta były wyrównane, obie zakończyły się małą przewagą Nets. Dobry występ zaliczył Iguoadala – 14 pkt, 7 zbiórek i 9 asyst. J.Holiday dostał prezent w postaci przypadkowego łokcia w nos. Wrócił potem do gry, zdobywając w sumie 15 pkt. Nets zaś nie dotrzymywało tempa. Słaba skuteczność oraz kolejny mecz bez Williams’a to przyczyny 6 z rzędu porażki. Wynik 105:87 daje 76ers 3 zwycięstwo z rzędu na wyjeździe.
Blazers vs Spurs. Co tu dużo mówić, ekipa z San Antonio zdominowała zespół z Portland. Kontrolowali cały mecz, objęli prowadzenie w pierwszej kwarcie i każda z kolejnych zakończyła się z ich przewagą. Nie dziwie się, ponieważ Portland grają bez swoich kluczowych graczy. Spurs zakończyli spotkanie z 59% z gry, zaś Blazers – 38%. Gracze z San Antonio jak na „Spurs Family” przystało, podzielili się punktami, więc nie ma potrzeby wyłaniania najlepszego gracza tego spotkania. Drużyna świetnie się rozumie, liczymy porządny występ w playoff’ach. Dzięki zwycięstwu z wynikiem 89:124 Spurs zapewnili sobie przewagę własnego parkietu oraz 1 miejsce w tabeli konferencji zachodniej.
Cavs vs Grizzlies. Ciekawe, wyrównane spotkanie. Memphis o krok do uzyskania przewagi własnego parkietu. Mimo, że Cavs nie mają szans na sukcesy w tym sezonie, to starają się go zakończyć w dobry sposób. Podczas spotkania było widać, się nie poddali. Grizzlies grali zaś jeszcze bardziej intensywnie niż swoi przeciwnicy. T.Allen zaliczył 8 przechwytów, co stanowi jego osobisty, jak i klubowy rekord. Słaby występ Randolph’a, 3pkt 1/5 z gry. Speights zaliczył jeden z najlepszych w jego wykonaniu ofensywnych występów, zdobył 17 pkt, 6/9 z gry oraz 10 zbiórek. Jamison oraz Irving pokazali się z dobrej strony zdobywając odpowiednio 17 i 24 pkt, jednak nie byli w stanie powstrzymać Memphis. Kluczem do porażki były nietrafione rzuty osobiste przez Irving’a, przy wyniku 98:100. Końcowy rezultat spotkania 101:109 dla Grizzlies.
Bobcats vs Wizards to spotkanie dwóch drużyn z najgorszym rekordem w NBA. Wynik spotkania 73:101 dla graczy z Waszyngtonu. Mimo braku szans na sukcesy, Wizards starają się zakończyć sezon zasadniczy pozytywnie. Zwycięstwo nad Bobcats jest ich czwartym z rzędu, zaś ekipa z Charlotte przegrała 21 spotkanie z kolei i wygląda na to, że już chcieliby zakończyć tę tragedię. 34% skuteczności z gry Bobcats to jeden z powodów porażki. Drugi to punkty z pod kosza, bowiem zdobyli ich dwa razy mniej, niż gracze z Waszyngtonu. Ofensywa Wizards z poprzedniej nocy działała dobrze. Wall rozdał 14 asyst i zdobył 16 pkt. Vesely trafił 8/8 z gry wyrównując historyczny rekord pierwszoroczniaka Mitchell’a Butler’a, który dokonał tego w 1994 roku. W ostatnich dniach sezonu zasadniczego można zauważyć trend uderzenia łokciami. Rozpoczął to World Peace, który przyłożył Harden’owi. Holiday również zarobił w twarz, fakt, że chyba przypadkowo. Thomas z Bobcats chyba poirytowany dramatycznym sezonem przyłożył dwa razy Singleton’owi. Frustracja? Pewnie tak, ale nie jest to najlepszy sposób na jej wyładowanie.
Raptors vs Bucks. Gracze z Milwaukee grali o wejście do playoff. Nie było to w pełni zależne od nich, bowiem aby się to udało, Philly musiało odnieść porażkę przeciwko Nets. Jak wiemy tak się nie stało, a szkoda, bo zamiast Knicks chętnie obejrzałbym w finałach Bucks. Mimo wszystko gracze z Milwaukee grali do końca i nie odpuszczali rywalom. Dobry występ ze strony Jennings’a – 25 pkt 5 asyst oraz Ilyasova – 15 zbiórek, 19 pkt. Kolejny akt frustracji tego wieczoru, po błędzie kroków wykonanym przez DeRozan’a, ten wyrzucił piłkę na drugą stronę parkietu, dezycją sędziów było wyrzucenie obrońcy Raptors z gry. Najlepszy występ z graczy Toronto należy do Johnson’a – 22 pkt 13 zbiórek. Ostateczny wynik 86:92 dla Bucks.
Pistons vs Pacers. Spotkanie wyrównane, bowiem przez pierwsze trzy kwarty żadna z drużyn nie mogła objąć znacznego prowadzenia. Trener Pacers wystawił tylko dwóch graczy z podstawowego składu, mianowicie George’a oraz West’a, co okazało się wystarczającym do uzyskania zwycięstwa. George zdobył 27 pkt i 10 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty co było bardzo dobrym występem. West zaś rzucił 20 pkt i zebrał 5 piłek. Przewaga w zbiórkach, punktach pod koszem oraz punktach z kontry pozwoliła graczom z Indianapolis zwyciężyć spotkanie wynikiem 97:106.
Dla zobrazowania powyższego, skróty spotkań by NBA.
Tą niespodzianką jest zwycięstwo Lakers nad Thunder. Mimo, że jestem fanem Lakers nie myślałem, że będą w stanie zatrzymać Durant’a i spółkę. Na szczęście się myliłem. Gra Lakers przypominała mi „Game 6″ z finałów 2010 roku przeciwko Celtics. Wszystko szło płynnie, spójnie, efektywnie. Niestety niesportowy faul ze strony Metta World Peace. Właściwie to mam wrażenie, że nie był to MWP a raczej Ron Artest, bo to jego wybryki podobne do tego pamiętamy. Spotkanie było zacięte i wyrównane z dwoma dogrywkami. Swietny występ Gasol’a – 20 pkt, 14 zbiórek oraz 9 asyst. Z dobrej strony również pokazał się J.Hill spędzając na boisku rekordowe 35 min i zbierając 15 piłek. Słaba skuteczność Bryant’a – 9/26 z gry nie przeszkodziła mu w zdobyciu 26 pkt. Drużyna z Los Angeles przewyższała Thunder w zbiórkach 67:54, co miało swój skutek w końcowej fazie meczu. Jeśli chodzi o graczy z OKC to słaby występ zaliczył Westbrook 3/22 z gry. Ibaka zdobył rekordowe 9 trafionych rzutów z gry, 14 zbiórek, 7 bloków oraz 18 pkt. Durant rzucił 35 pkt wyprzedzając Bryant’a w tabeli średniej liczby punktów na mecz. Po dwóch dogrywkach spotkanie zakończyło się wynikiem 106:117 dla Lakers.
Knicks vs Hawks. Wyrównany i zacięty mecz. Żadna z drużyn nie odpuszczała aż do końca spotkania, w efekcie o zwycięstwie zadecydowała 1 punktowa przewaga. 113:112 dla Knicks. Wczorajszy występ Melo można zaliczyć do jednego z najlepszych, jednak nadal jego gra waha się w jednym meczu od 12 pkt a w kolejnym do 39(wczoraj). Tak, znów powiem że Melo po nie udanej ofensywie poddaje się i nie wraca do obrony.. Amar’e swój drugi mecz po powrocie do drużyny zakończył z dobrym wynikiem 22 pkt i 11 zbiórek. Po stronie Hawks gorący był M.Williams zdobywając 29 pkt i 11 zbiórek. Dzięki niemu ekipa z New York’u nie mogła zdobyć zdecydowanej przewagi punktowej. Występ zarówno Smith’a jak i Teague’a cieszył oko. Żaden z zawodników obu drużyn nie odpuszczał, co zapewniło nam ciekawe widowisko. Drużyny mają szanse na spotkanie się w drodze po mistrzostwo.
Hornets vs Clippers. Może to dziwne, ale jeśli nie Lakers to w finale bardzo chciałbym zobaczyć Clippers. Podoba mi się ich efektowna i zarazem efektywna gra. CP3 świetnie rozumie się na boisku z Griffin’em jak i z Jordan’em, co daje nam chyba najgorętsze i najlepsze pick & roll’owe trio. Ekipę z Los Angeles można nazwać kompletną. Skoczni panowie pod koszem odpowiednio zajmują się piłką. Williams, Butler, Paul i Foye to poważne zagrożenie zza lini 3 pkt. Połączenie tego daje przepis na wygranie mistrzostwa. Ostatnie dni sezonu zasadniczego obfitują w wiele urazów i tej nocy niestety bez nich też się nie obyło. Butler uszkodził sobie biodro. CP3 zdobył 33 pkt i 13 asyst. R.Foye trafił 6 „trójek”, w sumie zdobył 24, rzucając 50% z gry. Griffin zdominował konkurencję pod koszem zbierając 15 piłek i rzucając 21 pkt. Najlepiej z Hornets zagrał Gordon, który zdobył 17 pkt. Końcowy wynik 98:107 dla Clippers.
Kings vs Bobcats. Rezultat tego meczu był do przewidzenia, drużyna z Charlotte przegrała 19 ostatnich spotkań, a Evans i Cousins to zdecydowanie za dużo dla obrony Bobcats. Tyreke trafił 10/11 swoich rzutów, zdobywając 22 pkt 3 asysty oraz 3 przechwyty. Środkowy Kings zdominował obronę Bobcats, zdobył 29 pkt i zebrał 10 piłek. Ekipa z Sacramento uzyskała 78 pkt z pod kosza, tym samym zdominowała graczy z Charlotte. Podobnie wyglądała sytuacja punktów z kontry, było ich aż 38, do 14 po stronie Bobcats. To już 20 porażka z rzędu w Charlotte.. Wynik 114:88.
W Miami, Heat podejmowało Rockets. Nie zagrali Bosh, Wade oraz Chalmers, więc ofensywa Heat opierała się na LeBron’ie, 32 pkt, 8 zbiórek oraz 5 asyst. Oprócz James’a, startująca czwórka graczy Heat zagrała słabo. Rezerwowi zdobyli więcej punktów. Gracze z Houston dzielą się punktami. Najwięcej zdobył Parsons – 23. Słabo zbierali Scola oraz Camby, co zapewne wpłynęło na rezultat meczu – 93:85 dla Miami Heat.
Czas na Raptors vs Pistons. Spotkanie dwóch drużyn, które nie mają już szans na wejście do playoff. Spotkanie wyrównane, obie drużyny znajdują się na podobnym poziomie. Wynik 73:76 dla Pistons. Dlaczego tak mało? Cóż, niska skuteczność(obie drużyny w okolicy 37%) spowdowała, że spotkanie było nieciekawe. Najlepiej z Detroit zagrali B.Knight oraz Gordon, oboje zdobyli po 19 pkt. Grę pod koszem zdominował Monroe, zbierając 17 piłek. Z Raptors najwięcej punktów zdobył D.DeRozan – 16 pkt.
Magic vs Nuggets. Przejdźmy od razu do sedna – Jeśli Nuggets będą grać w ten sposób podczas PO to możemy spodziewać się miłych zaskoczeń z ich strony. Maszyna Miller&Lawson&Faried&McGee działała jak nigdy. Suma asyst zobytych przez dwóch rozgrywających z Denver wynosi 21, o dwie więcej niż cała drużyna Orlando. Dobry występ Anderson’a (24 pkt 9 zbiórek) nie wystarczył, aby powstrzymać Nuggets. Słaba skuteczność całego zespołu oraz brak pomocy z ławki były przyczyniły się do małej ilości punktów ze strony Magic, a to do porażki. Nuggets zdobyli 40 więcej punktów pod koszem, czego rezultatem był ostateczny wynik meczu 74:101.
Cavs vs Spurs. Do końca trzeciej kwarty spotkanie było w miare wyrównane, jednak w ostatniej części meczu rezerwowi z San Antonio przejęli inicjatywę i zdobyli 33 pkt, skutecznie oddalając się od Cavs. Mimo solidnych punktów Irving’a i Jamison’a, drużyna z Cleveland nie była w stanie dotrzymać tempa ekipie z San Antonio. Spurs świetnie sobie radzili, jak przystało na drużynę godną tytułu mistrza. Mecz zakończył się wynikiem 114:98.
Mecz Timberwolves i Warrios był wyrównany, jak większość spotkań z tej kolejki. Gracze Golden State zaliczyli dobry występ. Najlepiej zagrał Jenkins, który rzucił 24 pkt i zaliczył 9 asyst. Z dobrej strony również pokazali się Thompson i Rush zdobywając 17 i 19 pkt. W drużynie z Minnesoty zaś dobrze zagrał Pekovic – 16 zbiórek i 19 pkt. Barea rozdał 12 asyst i zdobył 12 pkt. W drugiej połowie Warriors w pełni wykorzystali brak K.Love’a w składzie ekipy z Minnesoty i wygrali spotkanie wynikiem 93:88, tym samym przerwali serię 8 porażek.
Pisząc o piątkowej kolejce na końcu dodałem, że Miami zapewnią nam dobre widowisko. Cóż, wczorajszej nocy tak się nie stało. Pewnie dlatego, że Bosh oraz LBJ odpoczywali przed PO, a D-Wade wybił sobie palec nie długo po rozpoczęciu spotkania. Wybuchowy Wall jak zawsze pokazał co potrafi. Efektowne wsady, szybka kontra czy dokładne podanie(13 asyst, 6 zbiórek) Dobry występ C.Martin’a – z ławki rzucił 22pkt. Słabo widoczny Nene, jednak nie przeszkodziło to Wizards w sięgnięciu po zwycięstwo, które jest trzecim pod rząd. Po stronie Heat: dobry występ Chalmers’a oraz Miller’a, obaj zanotowali po 16pkt, do tego 15 zbiórek Haslem’a. Tak czy inaczej, nie było to wystarczające aby powstrzymać Wizards. Jeśli dodamy do puli 22 straty Heat, które gracze z Waszyngtonu odpowiednio wykorzystali i zamienili na 27 pkt, to znamy rezultat. 86:84 dla Wizards.
Nuggets vs Suns. Spotkanie na wagę złota dla drużyny ze słonecznej Arizony, o utrzymanie 8 miejsca w tabeli konferencji zachodniej. Niestety, spotkanie zakończyło się zwycięstwem Nuggets, 118:107. Jakie są przyczyny porażki? Cóż, Ty Lawson rzucił 28 pkt oraz zdobył 10 asyst. Faried(18pkt, 11 zbiórek) zdominował C.Frye’a, który przedwcześnie zakończył grę z urazem barku. Solidne 19 pkt od Affalo, oraz dobry występ całej drużyny. Po stronie Suns, Marcin Gortat zaliczył kolejne double-double(18 pkt, 11 zbiórek), S.Brown(28 pkt, 6 zbiórek) oraz Nash z 13 genialnymi podaniami wspiął się na 5 miejsce w tabeli zdobytych asyst NBA. Mimo dobrego występu, gracze z Phoenix nie dali rady powstrzymać Nuggets. Warto wspomieć, że Grant Hill nie grał czwarty raz z rzędu z powodu problemów z kolanem. Suns jednak podczas ostatnich dni sezonu zasadniczego będą jeszcze mieli szanse na ponowne objęcie 8 miejsca.
Philly vs Indiana. Wyrównany mecz z dogrywką, w której do ostatnich sekund nie było wiadomo, kto zwycięży. Świetny występ D.West’a(32 pkt 12 zbiórek), który odpowiednio zajmował się piłką pod koszem. Wszyscy startujący Pacers oprócz Granger’a zdobyli dwucyfrową liczbę punktów. Również słaby występ Hibbert’a, który zakończył spotkanie z 2/10 z gry. 17 pkt T.Hansbrough to jego najlepszy występ z ostatnich tygodni. Dla 76ers trafiali Holiday, Brand, Williams oraz Iguoadala, odpowiednio 17,20,19,16 pkt. Spotkanie zakończyło się ostatecznie wynikiem 109:106 dla Philly, które obecnie znajduje się na 8 miejscu w tabeli.
Magic vs Jazz. Kolejne wyrównane spotkanie z dogrywką. Magic bez Howard’a poradzili sobie nienajgorzej. 13 zbiórek oraz 17 pkt dla Davis’a, 21 pkt dla Anderson’a oraz J.Richardson’a, Redick 15 pkt oraz Nelson 11 asyst i 23 pkt, co składa się na bardzo dobry występ graczy z pierwszej piątki. Niestety, gorzej z ławką, tylko 10 pkt co może być przyczyną porażki Magic. Dla Jazz double double zdobyli A.Jefferson oraz D.Favors. Oglądając grę Utah Jazz zawsze mam wrażenie, że stać ich na wiele więcej. Wczorajszej nocy pokazali co potrafią i jak na razie wystąpią w PO z 8 miejsca w tabeli. Świetnym posunięciem trenera Jazz było wystawienie w połowie czwartej kwarty Millsap’a na 3, Favors’a na 4, oraz Jefferson’a na 5, co spowodowało, że w końcowym zestawieniu gracze Jazz zdobyli prawie dwa razy więcej punktów z pod kosza niż przeciwnicy. Jak już wspominałem było to wyrównane spotkanie. O zwycięstwie Jazz zdecydował tragiczna skuteczność Magic w dogrywce, a raczej jej brak – 25%. Końcowy wynik to 117:107 dla Utah.
Dallas vs Chicago. Dobry występ podkoszowego duetu Bulls. Noah zdobył 8 pkt, 8 asyst oraz 14 zbiórek, w tym 5 ofensywnych. Boozer zaś podczas ostatnich 10 meczy notuje dwucyfrową liczbę punktów oraz zbiórek, średnio 13.3 pkt i 11.6 zbiórek. Najlepszy z Chicago wczorajszej nocy był Luol Deng, trafiając 22 pkt, w tym 4 razy za „trzy”. Derrick Rose rozdał 8 asyst i trafił 11 pkt. R.Hamilton rozegrał 27min, trafiał 9/16 z gry oraz zdobył 19 pkt. Wyglądało na to, że Mavs nie nadążali za Bulls, a obecność Rose’a dodaje wszystkim graczom Chicago dużo pewności siebie. Zdecydowanie słabszy występ graczy z Dallas niż piątkowej nocy. Dodatkowo, R.Beaubois wybił palca, jednak powrócił do gry i zakończył mecz z 16 pkt, 5 asystami oraz 6 zbiórkami. D. Nowitzki prowadził Mavs z 17 pkt, tuż za nim Carter z 16 pkt. Liczę na to, że broniący tytułu mistrza gracze z Dallas pokażą się od lepszej strony w PO. Końcowy wynik 93:83 dla Bulls.
Blazers vs Grizzlies. Kto wie, jaki byłby wynik gdyby nie genialny blok R.Gay’a w ostatnich sekundach regulaminowego czasu. Smutno się ogląda drużynę z Portland, która została dosłownie ograbiona z najlepszych graczy, dzięki bezsensownym wymianom. Memphis zaś wygrało 4 mecze z rzędu, a ich gra przypomina tą na poziomie rozgrywek playoff. Wydaje mi się, że mogą sprawić nam miłą niespodziankę. Słaby występ Gasol’a(4 zbiórki, 12 pkt). Z dobrej strony pokazał się R.Gay(blok w końcówce oraz 21 pkt). Wydaje mi się jednak, że stać go na wiele więcej i mam nadzieje, że pokaże co potrafi w PO. Z graczy Portland dobry występ zaliczył Hickson, zdobywając 23 pkt oraz 13 zbiórek. Solidne 21 punktów z ławki od Crawford’a. Wynik pewnie byłby inny, gdyby nie kontuzja L.Aldrige’a. Wynik 89:93 dla Memphis. Mecz zdecydowanie nie był wyrównany, więc dlaczego taki wynik? Cóż, odpowiedzią na to pytanie jest skuteczność Grizzlies w czwartej kwarcie. 14 pkt oraz 23.8% z gry. Liczymy na miłe niespodzianki w playoff’ach ze strony Memphis.
Warriors vs Rockets. Gracze z Houston odnieśli 6 porażek z rzędu i od początku spotkania widać było, że tym razem wygrają. Warriors bez lidera to dla większości drużyn łatwe zwycięstwo. Dragic z Rockets przejął role K.Lowry’ego i dosłownie szalał na parkiecie zdobywając 7 asyst i 18 pkt. Camby rozegrał prawie 24 min i zdobył 9 zbiórek. Mimo tego, że do gry nie wrócił jeszcze Kevin Martin, to Houston poradzili sobie nie najgorzej, wygrywając mecz wynikiem 96:99. Kontuzje kluczowych graczy Warriors w dużym stopniu wpływają na tempo oraz styl gry. Jakby tego było mało, Curry oraz Bogut przejdą operację. Trudno się dziwić porażkom Warriors. Mimo wszystko, gracze z ławki chociaż w częściowo starają się przejąć inicjatywę. Rezultatem to solidne punkty od Thompson’a oraz asysty Jenkins’a, odpowiedno 24 i 8. W tym sezonie nie zobaczymy już wielkich sukcesów graczy z Golden State, jednak w następnym sezonie duet Curry&Bogut będzie miał szanse na wywalczenie miejsca w PO, jeśli tylko oboje pozostaną zdrowi.
Nets vs Bucks. Zacięte, energiczne i wyrównane spotkanie. Duet Jennings&Ellis wydaje się działać świetnie. Genialy występ rozgrywającego Bucks, 30 pkt, 6 asyst, 6 zbiórek. E. Ilyasova zebrał 17 piłek oraz dorzucił 17 pkt. Dla Nets dobrze punktowali G.Wallace – 18 oraz Brooks – 17, mimo 7/18 z gry. Ekipa z New Jersey wystąpiła bez kontuzjowanego D.Williams’a oraz J.Farmar’a. Bucks wygrywając spotkanie wynikiem 95:106 uniknęli eliminacji z fazy Playoff i nadal mają szansę na 8 miejsce.
Na koniec TOP 10 z wczorajszej nocy.
Co ciekawego zobaczymy dziś w nocy?
OKC vs Lakers, Hornets vs Clippers, Rockets vs Miami, Denver vs Orlando oraz parę innych. Najciekawsze zapewne będzie spotkanie graczy z Oklahomy z Lakers, być może mały smaczek przed finałem konferencji.
Playoff’y tuż tuż, stąd decyzja o małym opisie każdej z pozostałych kolejek sezonu zasadniczego, a potem PO.
Co wydarzyło się piątkowej nocy na parkietach NBA ?
Zacznijmy od Celtics vs Hawks. Allen, Rondo i Pietrus pozostali w Boston, Rivers zabrał ze sobą Pierce’a oraz Garnett’a tylko po to, żeby posadzić ich na ławie. Zasłużony odpoczynek dla weteranów nie sprawił jednak, że mecz był jednostronny. Na 2:33 przed końcem Dooling trafił z pod kosza dla Celtics na 87:86. Po drugiej stronie parkietu Joe Johnson trafił „trójkę”, po czym Hawks oddalili się od Celtics. Końcowy wynik 92:97 dla ATL. Zapewne byłoby więcej, gdyby nie 7 strat Smith’a. Dobry występ Johnson’a – 30pkt i 6 asyst. Warto podkreślić grę Bradley’a z C’s. Ostatnio zastępował Allen’a od kiedy ten ma problemy z kostką, jednak tym razem zajął miejsce Rondo, rzucił 28pkt.
Kolej na Grizzlies vs Bobcats. Drużyna MJ’a słabo radzi sobie w tym sezonie. Przejdę odrazu do wyniku – 85:80 dla Memphis. Dlaczego? Pewnie dlatego, że gracze Charlotte oddali piłkę 21 razy swoim przeciwnikom, które gracze z Memphis zamienili na 27pkt. Nic nie dał świetny występ Henderson’a – 32pkt(najwięcej w karierze). Ta porażka była 19 z rzędu dla Bobcats, co oznacza tylko jedno – potrzeba konkretnych zmian w drużynie. Solidne 20pkt Conley’a oraz 14pkt Randolph’a przypieczętowało zwycięstwo Grizzlies.
Knicks vs Cavs. Jak to się dzieje, że Melo potrafi w jednym meczu rzucić 42 pkt oraz zdobyć triple double, a w kolejnym spotkaniu rzuca mierne 12 pkt, jedną zbiórkę i cztery straty? Zero spójności. Do tego brak defensywy i nie wiadomo czego się spodziewać po Knicks w PO, bo wydaje się, że daleko nie zajdą. Nikt nie nadążał tej nocy za Irving’iem, efektywne oraz efektowne 21pkt dla pierwszoroczniaka. Bardzo dużo łatwych punktów, słaby występ Chandler’a, którego ograł podkoszowy duet z Cleveland. 98:90 dla Cavs i nie ma co się dziwić. Warto jeszcze wspomnieć o powrocie Amar’e Stoudemire do składu Knicks, jednak jego gra nadal nie przypomina tej z PHX, czego bardzo osobiście żałuję, bo uwielbiałem go oglądać.
Lakers vs Spurs. Guesssssss who’s baaaaaaack. Tak, Kobe wrócił po kontuzji do Lakers, którzy wygrali 5 spotkań z ostatnich 7 w których Bryant nie wziął udziału. Grał 30min, 18pkt, 7-12 z gry. Pomimo, że jestem wielkim fanem Lakers oraz Kobe, wiedziałem, że coś się popsuje po jego powrocie, gdyż role poszczególnych graczy były inne podczas jego nieobecności. Wiem jednak, że wszystko wróci do normy i Lakers pokażą się od dobrej strony w PO. Niepokoje się trochę Bynum’em – wygląda na to, że za bardzo daje się kierować swoim emocjom. Wynik 97:121 dla Spurs. Przyczyny porażki? Wyżej wspomniany Bynum zanotował dwie zbiórki. Rozumiem, że chciałby rzucać więcej punktów, ale zarówno Bryant i trener Brown powinni go trochę uspokoić. Stać go na zdobycie 20+ zbiórek w meczu i to powinno być jego pierwszorzędnym zadaniem. A co ze strony ekipy z San Antonio? Po pierwsze Parker, którego ciężko zatrzymać. Średnio w ostatnich trzech spotkaniach notuje 24.5 pkt przeciwko Lakers, wczoraj 20. Dodatkowo solidne 21 pkt od Duncan’a. Spurs zebrali 13 więcej piłek niż Lakers, co przyczyniło się do zwycięstwa. Dobry występ Manu. Jego podanie, którego nie powstydziliby się zawodnicy NFL.
Golden State vs Dallas. Ciężko mi oglądać Warriors z takim składem. Mam na myśli brak Curry’ego, oddanego Ellis’a oraz pozyskanego, przesiadującego na ławie z powodu kontuzji Bogut’a. Płynna gra Mavericks zapewniła im zwycięstwo. 94:104. Gospodarze zdobyli 17 zbiórek więcej, a stara zasada mówi, że drużyna, która zbiera więcej, najczęściej wygrywa mecz. 10 asyst Jenkins’a oraz 26 pkt Thompson’a nie wystarczyły, aby powstrzymać Dallas. Patrząc z drugiej strony, ławka Golden State nie spisuje się najgorzej, tym bardziej, że zadaniem właśnie Jenkins’a oraz Thompson’a jest zastąpienie kluczowych dla Warriors graczy. Dobry występ Marion’a, D.West’a oraz solidne 19pkt od Pana Air Canada przypieczętowały zwycięstwo Dallas, którzy są obecnie na 6 miejscu w konferencji zachodniej.
OKC vs Sacramento Kings. Przejdźmy odrazu do sedna. Double-double od Durant’a(14zbiórek, 29pkt oraz 7asyst) solidne 20pkt z ławki od najsławniejszego brodacza w NBA(Harden) oraz 18pkt od Westbrook’a dały zwycięstwo ekipie z Oklahomy. Nie była to jednak łatwa wygrana, bowiem Kings nie poddali się tak łatwo. Dobry występ całej drużyny, z Cousins’em na czele(18pkt, 9 zbiórek), który miał straszny problem z S.Ibaka(8 bloków). Jednak „dobry występ” nie wystarczy, aby ograć kandydatów na tegoroczne mistrzostwo NBA. 27 punktów z kontry zapewniło zwycięstwo dla OKC, gdyż najlepsza taktyka przeciwko Kings to biegać, biegać i jeszcze raz biegać. W rezultacie, wynik 103:92.
To kończy skrót piątkowych spotkań, dziś w nocy zobaczymy między innymi: Heat vs Wizards, Phoenix vs Denver i Orlando vs Jazz. Wydaje się, że to najciekawsze oraz najważniejsze mecze tej kolejki. Heat zapewnią nam świetne widowisko, zaś dla Phoenix i Utah to spotkanie jest na wagę być albo nie być w Playoff’ach.
Na koniec, dla zobrazowania całej piątkowej kolejki :
Pierwsze wydanie VI “Olympic” sięga 12 lat wstecz, do roku 2000. Obuwie zostało specjalnie stworzone na igrzyska olimpijskie w Sydney, gdzie na nogach Ray’a Allen’a przyczyniło się do zdobycia złotego medalu przez ekipę z USA. Kolorystyka nadal przypomina narodowe barwy Stanów Zjednoczonych. Biel, ciemny odcień niebieskiego oraz czerwone dodatki w 100% odwzorowują wydanie z 2000 roku. Jedyną różnicę stanowi podeszwa. Mianowicie, w tegorocznym wydaniu użyto czarnej oraz przeźroczystej, niebieskiej gumy, gdzie oryginalne „Olimpic” cechowały się ciemnoniebieską, oraz przeźroczystą, białą podeszwą. Konstrukcja obuwia pozostaje bez zmian. Wysoka cholewka sięga za kostkę, co zapewnia stabilność. Za amortyzację odpowiada jednostka air max w pięcie. Liczne perforacje na powierzchni skóry, z której wykonane jest obuwie, zapewniają dobrą wentylację. Podsumowując, „Olympic” to obuwie ze świetną historią.
Buty będą dostępne w naszym sklepie na przełomie lipca i sierpnia.
Artykuł ten będzie porównaniem dwóch par świetnego obuwia: Kobe VII oraz KD IV. Dlaczego akurat one? A dlatego, że obie pary są wycięte tak, aby sięgać tuż pod kostkę, co sprawia, że są w pewnym stopniu dla siebie konkurencją. W tym porównaniu postaram się pomóc w ewentualnym wyborze jednej z par, zwracając uwagę na technologie wykonania, stabilność, komfort, przyczepność, wentylację, wytrzymałość, dopasowanie do stopy, oraz nie mniej ważny wygląd. Obie pary są sygnowane przez genialnych graczy NBA, Kobe Bryant’a oraz Kevin’a Durant’a.
Zacznijmy od dołu, czyli podeszwy. Wzór w kształcie litery „V” to sprawdzone rozwiązanie dla świetnej przyczepności na parkietach, dlatego też zostało ono zastosowane podczas konstrukcji podeszwy Kobe VII i znajduje się na jej przedniej, wewnętrznej części.
Jak widać na zdjęciu, dodany został na reszcie podeszwy trójkątny wzór, który również świetnie wpływa na trakcję na parkiecie.
KD IV zaś posiadają nieco bardziej przyczepną podeszwę niż VII. Między innymi dzięki gumie, z której jest wykonana. Można powiedzieć, że obuwie niemal lepi się do podłoża. Wzór wyglądający niczym pioruny wiąże się z drużyną, w której występuje Kevin Durant – Oklahoma City Thunder. Dodatkowo, na wewnętrznej części podeszwy, zarówno na pięcie jak i z przodu znajdziemy inny wzór niż na reszcie podeszwy. Jego konstrukcja ma ułatwiać szybkie zmiany kierunku, np. obieganie zasłon. Przejdźmy teraz wyżej, do środkowej części podeszwy. Patrząc na VII od razu widać, że mamy do czynienia z nie przypadkowym umieszczeniem tzw. Phylon’u. Jest to bardzo miękki materiał odpowiadający za redukcję nacisku nakładanego na zewnętrzną część obuwia podczas ruchu.(Matowe czarne elementy) Środkowa część podeszwy w KD IV również oparta jest na konstrukcji z Phylon’u. Przejdźmy do technologii oraz materiałów, z jakich wykonano obuwie
Konstrukcja górnej części Kobe VII opiera się na technologii Flywire. Jest to nylonowa konstrukcja, która zapewnia komfort oraz stabilność. Utrzymuje stopę w jednym miejscu, zapobiegając niepotrzebnym ruchom w środku buta. Jest bardzo lekka, ponieważ nylonowe włókna zostały umieszczone w strategicznych miejscach. Dodatkowo, materiał został pokryty czymś w rodzaju silikonu, który chroni przed uszkodzeniami oraz sprawia, że obuwie jest bardziej wytrzymałe. (na zdjęciu widoczne pokrycie silikonem) Konstrukcja KD IV opiera się na technologii Hyperfuse. Polega ona na termicznym zgrzaniu trzech różnych materiałów, które pod wpływem temperatury stają się jednym. Rezultatem jest wytrzymałość, stabilność oraz wentylacja, dzięki specjalnym siateczkom. Teraz zajmijmy się komfortem, amortyzacją oraz stabilnością. Kobe VII można nabyć w dwóch wersjach. System, oraz Supreme. Różnią się one wkładkami, w które wyposażone jest obuwie. W wersji System(opisywana) dostaniemy wkładkę Attack Fast, zaś w Supreme będzie to Attack Fast oraz Play Strong. Wkładka Attack Fast wyposażona jest w dwie poduszki Zoom, w jej przedniej części, oraz pod piętą. Jednostki Zoom są bardzo cienkie, dzięki czemu pozwalają dobrze wyczuć podłoże. Co więcej, dzięki odpowiedniej konstrukcji zapewniają dobrą amortyzację oraz pozwalają na odpowiednią reakcję obuwia przy szybkiej zmianie kierunku. Wkładka wykonana jest z miękkiej pianki, która z czasem dopasowuje się do stopy. Wyżej wspomniana zewnętrzna konstrukcja z Phylon’u również wpływa na odpowiednią amortyzację oraz wygodę. Na zdjęciu podeszwy Kobe VII widać płytkę z włókna węglowego, która zapobiega zginaniu obuwia w niepotrzebnych, oraz nienaturalnych dla stopy miejscach. Płytka ta kończy się tuż przed palcami, co w połączeniu z nylonowymi włóknami pozwala swobodnie je zginać, co zapewnia wygodę. Z tyłu buta znajdziemy poliuretanowy plastik z sygnaturą Bryant’a, który otacza piętę, zapewniając dodatkową stabilność. Dzięki tym cechom Kobe VII świetnie utrzymują stopę w bezpiecznej oraz komfortowej pozycji.
Amortyzacja w KD IV odbywa się w podobny sposób. Różnica polega na tym, że jest tylko jedna jednostka Zoom w przedniej części podeszwy.
Jak już wcześniej wspomniałem, otoczenie obuwia Phylon’em również wpływa na komfort użytkowania. W obuwiu sygnowanym gwiazdą OKC zdecydowanie postawiono na dopasowanie buta do stopy, stąd zastosowanie paska na rzep.
Konstrukcja oraz jego umiejscowienie sprawiło, że po zapięciu paska obuwie świetnie dopasowuje się do stopy. Z czasem, podczas użytkowania buty się rozciągają i zwykłe umiejscowienie rzepów oraz paska nie spełniałoby już dobrze swojego zadania. Jednak w KD IV pasek został zamocowany w środku obuwia, a nie na zewnątrz, co pozwala na idealne dopasowanie za każdym razem. Nie bez powodu więc rozwiązanie to nosi nazwę „Adaptive Fit” (przystosowujący się). (na zdjęciu widać, że pasek wchodzi do środka buta) Tuż pod śródstopiem znajdziemy poliuretanowy plastik spełniający to samo zadanie, co płytka z włókna węglowego w Kobe VII.
Przejdźmy teraz do szczegółów, dzięki którym wiemy przez kogo obuwie jest sygnowane.
Widoczne na języku oraz podeszwie znane już od dawna logo, którym sygnowany jest każdy produkt Kobe Bryant’a. Z przodu znajdziemy KB24 oraz logo „swoosh”. Z tyłu, na plastiku sygnatura Bryant’a oraz pod nią Wilk reprezentujący kolorystykę danego modelu. Kolorystyki kilku modelów Kobe VII zostały zainspirowane najgroźniejszymi drapieżnikami, co oczywiście ma związek, oraz wzięło się od przezwiska Bryant’a – The Black Mamba.
KD IV również zostały odpowiednio oznaczone. Z tyłu buta inicjały gwiazdy OKC. Napis BIG CHUCKY upamiętnia trenera z późnego dzieciństwa Durant’a. Na podeszwie znajdziemy również napis „Work Hard” oraz „Stay Focused”, które są motywacją dla Kevin’a. Imię Barbara oraz iniciały WP w kształcie serca oddają honor babci oraz rodzicom Durant’a.
Podsumowując, każdy znajdzie coś dla siebie w wyżej porównanych butach. Mimo, że obie pary są wykrojone pod kostkę, to dla tych, którzy mają problemy ze stawami skokowymi polecałbym zdecydowanie bardziej KD IV. O wiele dokładniej przylegają do stopy, dzięki paskowi na rzep. KD IV oferują również lepszą wentylację. Niestety, są też minusy. Jak dla mnie (92kg) „Durant’y” nie posiadają odpowiedniej amortyzacji pod piętą, przez co obawiałbym się o za duże przeciążenia dla stawów. Mimo wszystko, dla osób lżejszych, bądź nie potrzebujących dodatkowej amortyzacji w postaci jednostki Zoom w pięcie zdecydowanie nadają się KD IV. Dla siebie wybrałbym Kobe VII, właśnie ze względu na dwie jednostki Zoom, większy komfort, wytrzymałość(buty nie mają u mnie lekko) oraz małą wagę.
Na życzenie naszych Facebook’owych fanów, dziś charakteryzacja jednej z najbardziej intensywnych rywalizacji rodem z NBA, mowa oczywiście o Bulls – Pistons.
Współzawodnictwo tych dwóch zespołów zaczęło się w 1988 roku, kiedy w Chicago trwała era Jordan’a, a w Pistons – „Bad Boys”. Wszyscy wiemy, kim był MJ, lecz czy wiemy o co dokładnie chodzi z Bad Boys? Początek lat 80 dla drużyny z Detroit zaowocował w pozyskanie Bill’a Laimbeer’a, Vinnie Johnson’a, oraz poprzez draft – Thomas’a. Kiedy zespół odniósł porażkę przeciwko Hawks, w 1986 roku, ówczesny trener Pistons zdecydował, że objęcie kontroli w wschodniej konferencji zagwarantuje im pozyskanie graczy preferujących fizyczną, zespołową i agresywną koszykówkę. Wybrani w drafcie Dennis Rodman, John Salley oraz pozyskany przez wymianę Adrian Dantley w krótkim czasie, pokazując defensywny oraz agresywny styl gry, zostali okrzyknięci „Bad Boys”.
Pierwsze spotkanie obu drużyn miało miejsce w 1988 roku podczas półfinałów konferencji, wynik 4:1 dla Pistons. Zespoły spotykały się następnie corocznie w finale konferencji, aż do 1991 roku. Wyniki ich to odpowiednio 4:2, 4:3 dla Pistons, którzy po finale konferencji wygrali dwa razy pod rząd tytuł NBA. W 1991 roku spotkanie obu drużyn zakończyło się wynikiem 4:0 dla Bulls. Przełamanie Bulls polegało na kilku czynnikach. Między innymi sprowadzenie Phil’a Jackson’a, który wprowadził atak opierający się na figurze trójkąta. Starzejący się, z czym mniej agresywny skład Pistons był łatwiejszy do pokonania. Dodatkowo, Jordan po zakończeniu sezonu zasadniczego odzyskał nagrodę MVP, co świadczyło o świetnym sezonie w jego wykonaniu. Porażki z ostatnich lat również przyczyniły się do wzrostu intensywności gry drużyny z Chicago. Zwycięstwo Bulls było zakończeniem rywalizacji. Przynajmniej na jakiś czas.
Powodem jej zakończenia było zdecydowane osłabienie drużyny z Detroit, ponieważ kluczowi gracze tworzący „Bad Boys” zakończyli kariery, albo zostali wymienieni, co spowodowało, że „Tłoki” nie były już zespołem mogącym walczyć o mistrzostwo. Mimo szybkiej odbudowy drużyny, w postaci pozyskania Grant’a Hilla oraz Stackhouse’a, Pistons nadal nie byli odpowiednio silną drużyną. Przełom nastąpił kiedy Joe Dumars(były „Bad Boy”) został prezydentem Pistons i uzbierał drużynę podobną stylem do tej, w której sam występował.
W międzyczasie, po dwóch „3peat” czyli wygraniu finałów trzy razy z rzędu, w latach 91-93 oraz 96-98 nastąpił rozłam drużyny z Chicago, oraz ciężka, pięcioletnia odbudowa, która zaowocowała powrotem do playoffs, w 2004 roku.
Wracając do rywalizacji, drużyny spotkały się ponownie dopiero w 2007 roku, gdzie w półfinale konferencji Pistons pokonali Bulls 4:2. Wznowienie współzawodnictwa było skutkiem nie tylko ponownego spotkania w drodze o tytuł, bowiem Ben Wallace, gwiazda oraz defensor Pistons z którym na czele sięgnęli po tytuł w 2004 roku, niespodziewanie podpisał czteroletni kontrakt z Bulls, jako wolny agent.
Na stan z dziś, rywalizacja pomiędzy drużynami wygasła. Między innymi dlatego, że dzięki wyborze D-Rose w drafcie 2008 roku, Bulls rosną w siłę. 2010 rok zaowocował w pozyskanie Boozer’a, w połączeniu razem z Joakim’em Noah pod koszem spowodowało, że ekipa z Chicago zaczęła dominować konferencję. Oraz uzyskiwać najlepszy rekord w całej NBA. Zakończenie współzawodnictwa było spowodowane również słabym występem Pistons, którzy wygrali tylko 27 meczy w 2010 roku, co było początkiem przebudowy zespołu. Trwa ona do dziś, opiera się głownie na Rodney’u Stuckey.
Wzmianki na temat poszczególnych drużyn oraz graczy rywalizujących ze sobą na naszym Fanpage na Facebook’u wydają się być ważnym elementem koszykówki według naszych fanów, stąd też decyzja o dłuższej charakteryzacji najważniejszych z nich, w kilku częściach.
Na pierwszy ogień chyba najdłuższa ze wszystkich rywalizacji i dla wielu, szczególnie starszej daty fanów koszykówki będzie najważniejsza, mowa oczywiście o Lakers oraz Celtics.
Na początek trochę historii. Rywalizacja trwa od 1959 roku, kiedy drużyny spotkały się po raz pierwszy w finałach. Jej powodem była z roku na rok rosnąca dominacja drużyn w swoich konferencjach. Wynik pierwszych rozgrywek to 4:0 dla Boston Celtics. Po przeniesieniu Lakers z Minneapolis do Los Angeles w 1960 roku, Lakers spotykali się z Celtics sześciokrotnie w latach 60, jednak za każdym razem odnosili porażki. W międzyczasie rozgrywała się osobista rywalizacja pomiędzy Bill’em Russel’em oraz Chamberlin’em. W 1968 roku Lakers sprowadzili do siebie Wilt’a, co spowodowało zaostrzenie rywalizacji pomiędzy zespołami, ponieważ wyżej wspomniany Russel był zawodnikiem Celtics.
W latach 70 zespoły nie spotykały się w finałach, ale osobno odnosiły sukcesy. Celtics sięgnęli po tytuł w 1794 oraz 1976 zaś Lakers wroku 1972. Zespół z LA pozyskał Kareem Abdul-Jabbar’a w 1975 roku. Rozpoczęła się również rywalizacja pomiędzy dwoma graczami NCAA, Larry Bird’em oraz Magic Johnson’em. Potyczki dwóch graczy przeniosły się bezpośrednio do NBA, ponieważ zostali wybrani w drafcie, Bird przez Celtics, zaś Magic przez Lakers, co odnowiło rywalizację drużyn w latach 80.
Następnie Lakers zdobyli dwa tytuły, w 1980 oraz 1982 roku, zaś Celtics w 1981. Wreszcie, drużyny ponownie spotkały się w 1984 roku. Wynik 4:3 dla Celtics. W następnych rozgrywkach w 1985 roku Lakers zrewanżowali się za poprzednią porażkę, oraz dwa lata później sięgnęli po tytuł ponownie pokonując Celtics. Były to ostatnie rozgrywki, w których drużyna z Bostonu doszła do finału, co oznaczało wygaśnięcie oficjalnej, playoff’owej rywalizacji.
Pod koniec lat 90 i przez kilka lat pierwszej dekady XXI wieku obie drużyny rosły w siłę, w Celtics rozpoczęła się era Paul’a Pierce’a, zaś w Lakers Shaq’a, Kobe’go oraz nowego trenera Phil’a Jackson’a. Dzięki połączeniu tych dwóch graczy oraz byłego trenera samego Michael’a Jordana, Lakers sięgali po tytuł w latach 2000, 2001 oraz 2002. Pojawienie się zwinnego Rondo, Garnett’a oraz Allen’a w Bostonie było zdarzeniem, które odnowiło rywalizację. Mimo, że drużyny walczyły między sobą w finałach dopiero w 2008 roku, po 21 latach nieobecności Celtics, to podczas meczy sezonów zasadniczych można było zauważyć wzmożoną niechęć do siebie nawzajem. Celtics podczas spotkania w finałach 2008 roku z Lakers odnieśli sukces i sięgnęli po tytuł. Zespół z LA zrewanżował się w 2010 roku, pokonując Celtics w siedmiu starciach.
Na stan z dziś, Celtics wygrali 17 mistrzostw, zaś Lakers 16. Razem spotykali się 12 razy, gdzie 9 z nich zwyciężała drużyna z Bostonu. Rywalizacja trwa nadal, jest widoczna nawet podczas sezonu zasadniczego. Obie drużyny grają agresywniej, a ich nastawienie jest podobne do tego z ostatniego starcia z 2010 roku.